Ma Pagaille  takie tam  Menu

it's been a long time.. long time now... >> poniedziałek, 4 maja 2009 18:55:34
..since I've seen your smile..
jak to zaśpiewał nam bezbłędnie Beirut, a i owszem, minęła chwila, odkąd ogłosiłam swój brak sił, wiary i całkowita kapitulację. jak się jednak okazuje, życie potrafi pisać zupełnie nieoczekiwane scenariusze, w sumie po tym prawie roku, nie powinno mnie to już specjalnie dziwić. ja jednak zachowałam w sobie coś z dziecka - ciągle jeszcze potrafię się dziwić. oczywiście jest to jedyna cecha, która z dziecka mi została nie licząc dąsania się, tupania nogą gdy coś mi nie wychodzi, złoszczenia się gdy ktoś odbiera mi zabawkę, tudzież nie ma ochoty poświęcać mi 100% swojej uwagi... taaak.. trzeba przyznać że wydoroślałam.. :P
no i cóż przez ten rok jeszcze.. wzloty, upadki, śmiech, łzy, narodziny, pogrzeby, imprezy, egzaminy, do wyboru do koloru. życie nie pozwoliło mi się sobą znudzić w przeciągu tych kilkunastu miesięcy. oj nie.
a co dalej? co z kapitulacją? był podobny plan ostatnio, ale jakoś z tego wybrnęliśmy. może i teraz będzie podobnie?
:)

komentarze [1]

nijak >> sobota, 14 czerwca 2008 17:18:57
każdy z nas walczy, stara się zmieniać rzeczywistość dookoła, zmieniać własne życie - wszystko w imię tego, żeby było mu lepiej.. ale czasami przychodzą takie chwile kiedy zaczyna wątpić, ze to co robi robi słusznie, i już nie chce mu się walczyć.. już nie ma siły.. i czasem w takich chwilach przychodzi mi się poddać i przyjąć po prostu to co się dzieje.

i ja właśnie się poddałam...
bo już nie mam siły.

...
komentarze [1]

happiness is easy >> czwartek, 6 marca 2008 22:58:24
Anna Ternheim w głośnikach, "wychowanie helleńskie" przed oczami w postaci kserówek, brak motywacji do nauki, i uśmiech na twarzy :) ot taki niby zwyczajny wieczór. a jednak.
dużo się ostatnio zastanawiałam nad tym, jak łatwo przychodzi nam udowadnianie sobie, że nasze życia nie mają sensu, że nic nam nie wychodzi, że ogólnie jesteśmy w ciężkiej dupie i nijak nigdzie nie widać choć cienia szansy na poprawę.
i zastanawiałam się też nad tym, z jakim wielkim trudem przychodzi nam pozytywne myślenie o nas samych i tym co dookoła nas.
sama jestem idealnym przykładem takiego właśnie podejścia - mogłabym spokojnie startować w zawodach na najszybsze, i co najważniejsze, skuteczne dołowanie się. i zapewniam, miałabym nie małą szansę nagrodę ;)
czasem wystarczy jeden gest, bezmyślnie wypowiedziane słowo, które ja akurat źle sobie zinterpretuję, jedno spojrzenie, słowo, i zwała gwarantowana...
oj jaka ja wtedy bywam na siebie zła! że coś tak głupiego, błahego, a często nawet idiotycznego może mnie sprowadzić na przedsionek dna. ale co denerwuje mnie jeszcze bardziej, że wtedy wyżywam się na innych, i oczekuję od nich że będą wiedzieli o co mi chodzi, że domyślą się co w moim chorym umyśle spowodowało te a nie inne zachowania.
a jakim niby cudem oni mają to wiedzieć? skoro ja się czasem nie łapię skąd biorą się te moje przysłowiowe "muchy w nosie" :P
no, a z drugiej strony, kiedy już zdołaliśmy się jakąś totalną pierdołą zdołować, zobaczmy jak działa to w przypadku gdy chcemy na nowo nabrać "kolorów" i chęci do życia..
a no nijak :P wysiłek potrzebny niekiedy potrzebny by stać się na powrót zadowolonym z życia jest odwrotnie proporcjonalny do wysiłku jaki potrzebujemy by przekonać się że jest nam źle ;)
a czemu to to tak?
odpowiedź jest dziecinnie prosta :) - bo tak jest po prostu łatwiej, łatwiej jest nam się dołować, licząc że to inni załatwią za nas wszystkie nasze "problemy", nam się po prostu nie chce. a z drugiej strony paradoksalnie odzyskujemy radość w tym całym umartwianiu się, stajemy się przecież wówczas tacy wyjątkowi, bo oto nikt nas nie rozumie, nikt nie jest wstanie odgadnąć co tak wrażliwa dusza jak nasza przeżywa ;)
heh i tak patrząc na to.. widząc że są z nas tak na prawdę sakramenckie lenie, bo zwyczajnie nie chce nam się zauważyć piękna które nas otacza, znowu można popaść w dołeczek ;)
a przecież happiness is easy!
trzeba tylko chcieć, i nie bać się tego.
:) prawda m. ?
komentarze [0]

w desczu maleńkich żółtych kwiatów.. >> piątek, 8 lutego 2008 15:35:53
"pójdziemy ze sobą powoli obok, do końca wszystkiego, żeby zacząć na nowo" ?
*
i Ty który widziałeś, jak bardzo się buntuje, jak zadaje niemożliwie trudne pytania, jak neguje i krzyczę, że Ciebie nie ma... czy to ma być żart? znak? szyderstwo? dowód na to, że kiedy przestajesz w coś wierzyć, kiedy wreszcie godzisz się z tym jak wygląda Twoje życie, kiedy wreszcie udaje Ci się doprowadzić nadzieje na kraj szaleństwa... wszystko nagle się zmienia.
i zaczynasz się cieszyć, i pytasz czy można.
komentarze [2]

zakład pascala >> poniedziałek, 4 lutego 2008 23:49:47

wypowiedzi widniejące obok, wiersz i cytat z eseju, nie są wynikiem przypadkowego działania. nie są też wynikiem mojej nie wiedzy, do której bądź co bądź mam prawo. umieszczenie ich w tym miejscu, na moim "Blogu" przez bardzo małe 'b' :P
umieszczenie ich bezpośrednio po sobie, jest mniej wiecej próbą
odzwierciedlenie stanu w jakim się znajduje.
rozbicia pomiedzy jednym sposobem postrzebania świata a drugim.

Cioran.. posądzany o nihilizm, który mówił, że człowiek jest istotą skazaną, że nie ma przed sobą przyszłości, że tak czy owak wszystkim naszym poczynaniom zawsze musi odpowiadać jakaś katastrofa, że wszystkie nasze poczynania są jałowe, daremne, że muszą się obrócić w nicość , człowiek dla którego samotność była nawiększą wartością pod słońcem, albo przynajmniej, sądząc po wielu innych jego wypowiedziach, człowiek, który chiał ją taką uczynić,człowiek, który wiedział, że dla niego na tym świecie miejsca nie ma..

z drugiej strony Twardowski. ksiądz. któś kto wierzy gorąco w sprawdzą i wszechmocną siłę czuwającą nad nami. ktoś, kto potrafił zawierzyć całe swoje życie tej niepozananej i niewidzialnej sile, kto wierzy, że wszystko co nas spotyka ma jakiś sens, że nic nie dzieje się przez przypadek, ze każdy z nas jest potrzebny w tej wielkiej układance jaką jest życie.

i pośrodku nich ja :)
taaak wiem postawiłam się po środku dwóch znaczących indywidualności, ja - takie małę nic, taki puszek okruszek, puch marny etc.
a jednak.

sotjąca pomiedzy tymi dwoma postawami, nie mogąca się zdecydować na pójście żadną z tych dróg.

Bóg.. cóż.. no nierozumiemy się ostatnio.. nawet czasem ostro kłócimy. nie zgadzam się z większością tego co głoszą po ambonach, o ile w ogóle z czymś się zgadzam, poza szeroko rozumianym miłosierdziem.. nie jestem w stanie całowicie przekonać się że Ktoś, gdzieś, jakoś, że czuwa nad nami, że sie opiekuje, że kocha i że chce żeby było dobrze. za każdym razem kiedy uda mi się włączyć telewizor, radio, przeczytać gazetę, w każdej z tych chwil dopada mnie myśl, że Boga nie ma.
wojny, katastrofy, nieszczęścia, wypadki, któs był dobry i dostał za to po tyłku, któs nie był niczemu winny a lezy w szpitalu.... zauważyłam że strasznie buntuje się gdy słysze że ktoś się modli.. do tego Boga który nie potrafił uchronić, który porzucił?
jak to mam tłumaczyć? że to ludzie są źli że to nasza wina, że znieczulica, że degradacja człowieczeństwa, że...?
a zdrugiej strony
mój Brat uniknał ostatnio wypadku lotniczego, głośnego zresztą, bo zginęło w nim 20 osób, on też miał tam być, i w prawie ostatniej chwili dostał inne rozkazy.
przeznaczenie? czyjś udział? jakaś rada na przyszłość? jakaś kolejna wizja misternej układanki?
i czy w ogóle powinnam sobie to wszytko tłumaczyć? a może przyjąć chwilę taką jaką jest?

ale to nie wytłumaczy mi niczego. niczego nie podpowie..
jak wierzyć? czy wierzyć? w co? dlaczego? czy można wybiórczo? czy trzeba wszystko od razu? czy można oddzielić część od całości? czy w tym jest sens? czy wypada w ogóle pytać? jak dosięgnąć pewności? jak przesatć pytać? czy wyboru możemy dokonać świadomie i ostatecznie?
czy Pascal miał racje?

wszystko szare i o niejasnych granicach.
a człowiek czasem tak bardzo by chciał by w życiu istniało tylko "czarne" albo "białe" :)


komentarze [3]

>> czwartek, 24 stycznia 2008 21:07:16
masz prawo do szczęścia, do popełniania błędów, sukcesów, przyznawania się do winy, nielogicznego postępowania, posiadania "swoich powodów", do rozpaczy, tęsknoty , miłości, do podejmowania decyzji, ponoszenia odpowiedzialności, do proszenia o pomoc, do bycia wysłuchanym, udzielenia pomocy, do pozytywnych zdarzeń w swoim życiu, do nie-wiedzy, nie-rozumienia, nie-znania, do bycia sobą, posiadania własnego zdania i jego obrony, do złości, do zachwytu prowadzącego do utraty tchu, do bólu, samotności, zadawania prosto-trudnych pytań, poszukiwania odpowiedzi, kontemplacji własnego jestestwa, zagłębiania się w siebie, do muzyki, dobrych i złych książek, do uśmiechu, do tego żeby nie smakował Ci zielony groszek, do słońca i zmoknięcia podczas deszczu, do wiary, zwątpienia, do spełniania pragnień, prawo do życia...
ale nie masz prawa do posiadania drugiej osoby, do zawładnięcia nią.
wydaje się to takie oczywiste..

a teraz powiedz mi jak często pozwalasz sobie korzystać ze swoich praw? i ile razy próbowałeś już złamać ten jedyny zakaz?

komentarze [1]


Nie płacz w liście nie pisz ,że los Ciebie kopnął nic ma sytuacji na ziemi bez wyjścia Kiedy Bóg drzwi zamyka - to otwiera okno odetchnij popatrz spadają z obłoków małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia a od zwykłych rzeczy naucz się spokoju i zapomnij,że jesteś gdy mówisz,że kochasz ~ks.Twardowski



"Jestem filozofem-wyjcem. Moje myśli, jeśli je w ogóle mam, ujadają; niczego nie tłumaczą, eksplodują." ~E.Cioran






Księga gości

2008
styczeń (1)
luty (2)
marzec (1)
czerwiec (1)

2009
maj (1)







©MyLog.pl